Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nastolatki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nastolatki. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 2 września 2013

MĄdroŚĆ niepoznana



Chcąc poruszyć ten temat, zacznę od pewnej niedawnej sprawy. Moja osiemnastoletnia kuzynka przechodzi kłopoty sercowe. Jak wiadomo – cierpi i wzdycha. I ma pretensje do mnie, że jej nie wspieram. Ależ wspieram. Jestem przy niej, pocieszam. Ale trudno mi służyć komuś pocieszeniem niekoniecznie zgodnym z moimi przekonaniami, byle tylko spełnić oczekiwania tej drugiej strony. Cóż mogę młodemu dziewczęciu powiedzieć, skoro sprawa z danym chłopakiem przekreślona i na happy end nie ma co liczyć? Przecież w tym przypadku nie powiem jej, że ma o niego walczyć, bo zwyczajnie nie ma o co. Słowa „zapomnij o tym, niedługo pojawi się ktoś inny, lepszy” – wydają się być okrutne. A taka właśnie prawda. Skąd o tym wiem? Ano stąd, że sama miałam tyle lat, co ona i sama przeżyłam podobne chwile. I tak samo cierpiałam i naiwnie wierzyłam, że da się cofnąć czas…
Szczerze mówiąc, tak z lekkim uśmieszkiem patrzę na te do nieprzytomności zakochane pary nastolatków, którzy deklarują sobie miłość po wieczność. Nie to, że nie wierzę w miłość, która potrafi przetrwać tak długo. Po prostu wiem, że w większości przypadków to się nie udaje. Skąd to wiem? Bo patrzę na to z perspektywy czasu. I nie chodzi tylko o moje osobiste doświadczenia. Po prostu zdaję sobie sprawę, że kiedy człowiek jest zakochany, to świata nie widzi poza tą jedną osobą. A uczucia i emocje młodych ludzi należy mnożyć przez tysiąc.

wtorek, 27 sierpnia 2013

(Nie)ŚwiadomoŚĆ własnego wyglĄdu

Ostatnio naszła mnie pewna myśl... Spotkałam na ulicy pewną dziewczynę. Młoda, pewnie uczennica, bardzo ładna, ładnie ubrana, zadbana do najmniejszego szczegółu. Włosy piękne, długie, rozpuszczone. Modnie natapirowane (pewnie tona lakieru zeszła), długa grzywka, również natapirowana, w niedbały sposób 'zarzucona' do tyłu. Niby efekt robiący wrażenie. A jednak, dziewczę szczuplutkie, drobniutkie z bardzo pociągłą twarzą - wręcz przesadnie wydłużoną. Grzywka zaczesana do tyłu jeszcze tę pociągłość twarzy pogłębia, tak, że pierwsze, co się rzuca w oczy patrząc na tę - nie da się ukryć - atrakcyjną dziewczynę, to 'końska' twarz.

I to mnie skłoniło do pewnej refleksji. Nie jestem jeszcze tak stara, a jednak pamiętam, że 'w moich czasach' każda dziewczyna miała świadomość swojego ciała, swoich mankamentów. Niezależnie od tego, czy było to przyczyną kompleksów, wstydu, czy nie robiło wrażenia na właścicielce - kobiety potrafiły w odpowiedni sposób traktować ów mankament. I tak właśnie na przykładzie przesadnie pociągłej twarzy - oczywistym było, żeby fryzurą tę nadwyżkę kompensować. I od razu tłumaczę: nie chodzi mi o zakrywanie, chowanie się po kątach ze swoimi wadami, a o zwyczajne maskowanie, optyczne niwelowanie niedoskonałości.

Zastanawiam się, co powoduje dziewczynami w dzisiejszych czasach. Gonią za modą nie bacząc na ewentualne oszpecenie się. Wiem, że głównie chodzi o to, żeby nie mieć kompleksów, żeby kochać siebie, itd., ale chyba zmierzamy (globalnie) ku jakiemuś, niekoniecznie dobremu narcystycznemu ekshibicjonizmowi.